Koffler udziela wywiadu lwowskiej „Awangardzie”. Czytamy w nim poniższą opinię:
Nie należy bynajmniej muzyczno-kulturalnego znaczenia tych wynalazków przeceniać, lecz również nie powinno się go nie doceniać. […] Już prawdopodobnie następna generacja ograniczy użycie płyty do zadań archiwalnych, pedagogicznych i zastępczych. Same zaś fabryki płyt będą musiały usilnie starać się o utrzymanie życia koncertowego na wysokim poziomie. Bo przecie zbyt mają tylko płyty wielkich i sławnych wykonawców, a ich sława i wziętość ustala się tylko w życiu muzycznym i koncertowym. Dziś fabryki płyt pasożytują jeszcze na ubiegłej epoce życia muzycznego, ale w przyszłości będą musiały tworzyć to życie muzyczne za wszelką cenę, bo inaczej zginą! […] Film niemy był popularyzatorem dobrej muzyki: orkiestry ilustrujące zaznajamiały szeroką publiczność z olbrzymimi dziedzinami literatury muzycznej, choć często tylko urywkowo, nie zawsze w wykonaniu i przeważnie ogrywając największe arcydzieła do przesytu. Natomiast film dźwiękowy w ogóle znaczenia muzycznego nie ma: ogranicza się do szmerów, pojedynczych efektów instrumentacyjnych, ma ambicje na oryginalne kompozycje, przeważnie artystycznie całkiem bezwartościowe, jest wspólnikiem przemysłu przebojowego. Jak dalece chwilowo reżyserzy filmowi nie mają żadnego stosunku do muzyki, ilustruje fakt, iż w dźwiękowcu wielkiego reżysera, bohater zachwyca się muzyką Beethovena, a orkiestra gra — Schuberta (notabene walce). Ale i tu kiedyś musi się zmienić wszystko na korzyść, lecz kto wie — kiedy.